Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą HR. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 13 maja 2013

Próba, próba i po

No to zamknęłam HR. Negatywnie. Tłumaczyć się długo nie będę, trzeba było zrobić zadania i tyle.
Było to już trochę czasu temu. Minął pewnie już co najmniej miesiąc od tego czasu, ale mój czas jest na tyle zakrzywiony, że leci własnym torem, poza tym to nie łatwe pisać o uczuciach.
W końcu przyszedł moment na to, żeby podziękować ludziom, którzy w tym czasie przy mnie byli - całej mojej kapitule - Cywilowi, Justce i Oli, no i oczywiście Karinie, mojej opiekunce.
Dziękuję Wam za poświęcony mi czas. Jest mi smutno, że nie wykorzystałam tego, co chcieliście dla mnie zrobić. Nienawidziłam spotkań z Wami, ale nie z Waszego powodu, tylko sama przez siebie. Dziękuję za to, że Wam na mnie zależało i pewnie nadal zależy. I przepraszam, że Was rozczarowałam.
Celowo piszę o tym na blogu, a nie mailem. Chcę, żeby wszyscy wiedzieli, że dziękuję i przepraszam.
A że często ostatnio bywały jakieś piosenki, to i teraz będzie, bo i mi "przyda się taka chwila, żeby nad życiem się zatrzymać." http://www.youtube.com/watch?v=wbZfiSjtdHg

PS. Ale na blogu nadal czasem będę coś tworzyć.

środa, 2 stycznia 2013

Nowy rok

Dawno nie pisałam. Trochę nie było o czym, a trochę czas zaczął tak dziwnie lecieć, trochę mi się doła załapało, trochę nie chciało mi się kompletnie nic. Ale przyszedł nowy rok, wszyscy coś postanawiają, więc i ja będę mainstreamowa i coś postanowię. I wszyscy, co czytacie mojego bloga - przypomnijcie mi czasem, że sobie postanowiłam ;)
Przemyślałam postanowienia przez ostatnie 2 dni nowego roku i postanawiam, że w roku 2013 (kolejność absolutnie przypadkowa):
1. Nie będę pić tych okropnych energetyków i napojów gazowanych (nie wliczając w to gazowanej wody).
2. Nie będę jeść chipsów.
3. Dokończę próbę na HR.
4. Zrobię 6 Weidera.
5. Poprawie kondycję na tyle, żeby na basenie robić 60 długości, a nie 40.
6. Popłynę w jakiś rejs na morzu. 
7. Utrzymam moje zdrowie w takim stanie, żeby móc regularnie oddawać krew. 
8. Zapamiętam, że herbata to nie jedzenie.
I to na razie tyle. Pierwszym postanowieniem, które przyszło mi do głowy, jak zaczęłam o tym myśleć, było, że znajdę sobie męża, ale niestety trafiło na listę nierealnych postanowień na ten rok ;) 
Może komuś się wydaje, że część jest bez sensu, szczególnie postanowienie ostatnie. A jednak...
Ostatni biwak bardzo to pokazał. Ostatnio jakoś tak na biwakach wychodzi, że jedzenie schodzi na dalszy plan - ważniejszy jest program, to co do zrobienia, załatwienie czegośtam i wszystko inne. Nie zawsze nawet udaje się usiąść do jedzenia, a potem wychodzi na to, że jedyne, co zjadło się na kolacje czy śniadanie to herbata. I w ten sposób właśnie kadra doprowadza swoje i tak już dość słabe organizmy do jeszcze "lepszego" stanu - ja zemdlałam ostatnio po biwaku w niedzielę wieczorem, Adam w poniedziałek rano. Dlatego właśnie "herbata to nie jedzenie". 
A na koniec dzisiejszego niezbyt długiego posta, wrzucę sobie linka do piosenki, przez którą mój blog ma taki a nie inny tytuł, o. http://www.youtube.com/watch?v=K34glY2gP38

poniedziałek, 26 marca 2012

Ciągle w drodze, kiedy koniec - nie wiem...

Ostatnio znów całe mnóstwo rzeczy się dzieje. To bieganie z jednego miejsca w drugie, to jakiś rajd, to coś tam... Snu niby tyle co zawsze, ale jakoś ciężko się wyspać.
Jest mniej więcej połowa semestru, więc są i kolokwia ze wszystkiego po kolei. A ja nawet nie wiem, czy chcę studiować ten kierunek. Chciałam skończyć przynajmniej ten rok na czysto i ewentualnie wziąć dziekankę, ale nie wiem czy z wyrobię z tymi wszystkimi egzaminami. Rodzice będą marudzić, jak zrezygnuję ze studiów, a mi się wydaje to lepszym pomysłem niż męczenie się na kierunku, który zacząłby mnie na prawdę interesować może na drugim stopniu (inżynieria dźwięku i obrazu), a w którym dodatkowo nie widzę swojej przyszłości. Czas na poważnie zastanowić się, co ja właściwie chcę robić i znaleźć pracę. Albo jakąś szkołę policealną. Hmm...
Harcersko jest raczej jak zwykle - miliard maili, tylko pomysłów już coraz mniej. Cała sterta Czuwajów z lat 90. leży przy łóżku i czeka na przejrzenie i przeczytanie co ciekawszych artykułów. RTL czeka na ostateczne przygotowanie. Złaz kursu zastępowych czeka na znalezienie miejsca. Akcja zarobkowa (zbiórka publiczna) czeka na zorganizowanie. Kierownik na obóz się szuka. Podharcmistrz niedługo może się otworzy. HR się robi. Ja czekam na JOTT-a i na Wędrowniczą Watrę (na którą zresztą muszę ogarnąć patrol). Generalnie jest jak zawsze.
Z mojego HR-a to na razie najlepiej idzie mi pisanie na blogu. No i chodzenie na basen co tydzień, bo mam wf na studiach. Poza tym jeszcze kilka informacji znalezionych w necie i przydatnych do realizacji reszty zadań.
Trochę sobie pomarudziłam, ale tak ogólnie to źle nie jest. Przecież to wszystko można zrobić. Tylko najgorsze, że Całusy grają w Contraście w najbliższy piątek, a ja wtedy jestem na RTL-u. Choć, podobno, nie ma rzeczy niemożliwych... ;)

PS. Przeczytałam sobie to co napisałam i myślę sobie, że to w sumie fajne, że moim największym problemem aktualnie jest to, że nie mogę być na koncercie jednego z moich ulubionych zespołów, a ze wszystkim innym mogę sobie poradzić :)
PPS. Zdjęcie własne, wykonane Zenitem. Tory relacji Gdynia - Kościerzyna na Małym Kacku :)

poniedziałek, 12 marca 2012

Cośtam o HaeRze

Otworzyłam HR - wkrótce zostanę półbogiem, końcowym produktem ZHP, pozostanie tylko zdechłą rybą w twarz i wypad do życia.
Ale tak na serio. Ostatni stopień harcerski wśród wędrowników często wywołuje dyskusje. Kto to jest Harcerz Rzeczpospolitej? Kto może taki stopień zdobyć? No i częste: "Ja się nie nadaję na bycie HaeRem", "to nie stopień dla mnie", "nie jestem jeszcze na tyle ogarnięty/ta, żeby go zdobyć" itp.
A ja na przekór temu wszystkiemu otworzyłam. Nie mam poukładanego życia, bo nie o to chodzi (a przynajmniej ja tak myślę), żeby mieć wszystko na cacy PRZED zdobyciem stopnia. Bo skoro ktoś już jest całkowicie ukształtowany, to nad czym ma pracować? (Każdy ma wady, nad którymi warto, ale chodzi mi tu raczej o samo zmienianie i układanie swojego życia.)
Inną sprawą jest to, że trzeba dobrze zastanowić się nad próbą i nad samym faktem tego, czy jest się gotowym zmieniać swoje życie (pewnie w wielu przypadkach będzie to dość znaczna zmiana), "dorosnąć" do porządnie ułożonej próby i nastawić się na cel, a nie na "A, otworzę sobie HR i będę mieć 2 gwiazdki na pagonie". I, mimo tego, że jest to stopień dla "staruchów", bardzo indywidualny i nastawiony raczej na osobę go zdobywającą niż na jej środowisko, bardzo ważna moim zdaniem jest rola opiekuna - kogoś, kto będzie potrafił spojrzeć na nas "od zewnątrz". Na przykład w moim przypadku było (jest) tak, że dzięki rozmowom z opiekunką przy okazji układania zadań wiele sobie o sobie uświadomiłam, albo nazwałam rzeczy, których wcześniej nie potrafiłam (lub nie chciałam) określić.
W ramach podsumowania - myślę sobie, że to nie prawda, że HR jest tylko dla półbogów, że trzeba być nie wiadomo jak wspaniałym, żeby go zdobyć. Właściwie nawet bardzo zachęcałabym wszystkich, którzy zrobili HO i na tym na razie ich rozwój osobisto-wędrowniczy się skończył, do przemyślenia, czy może HR będzie dobrym pomysłem - może dzięki temu, że będziecie swoje działania mieli sprecyzowane w zadaniach, łatwiej będzie zrobić rzeczy, które od dawna się chciało lub powinno i przez to osiągnąć życiowe cele?
Bo o własnym rozwoju nie powinno się zapominać, kiedy jest się instruktorem. Wtedy właściwie jeszcze bardziej trzeba o nim pamiętać.